
I nie, nie będę Ci mówić, jaki jesteś znakiem zodiaku, jaką ścieżkę życia wybrałaś według numerologii ani że wszystkiemu winne jest Twoje poprzednie wcielenie i karma.
Powodów jest kilka. I żaden z nich nie jest szczególnie magiczny.
Po pierwsze: odpoczynku po prostu się nas nie uczy.
Od najmłodszych lat uczymy się osiągać, zdobywać, być lepszymi, szybszymi, bardziej samodzielnymi. Uczymy się, jak zdać egzamin, dostać się na studia, znaleźć pracę, zarobić pieniądze, kupić mieszkanie, zbudować pozycję.
Ale kto uczy nas odpoczywać?
Kto pokazuje nam wartość czasu, jego ulotność i to, że nie jest zasobem nieskończonym?
Przez większą część życia zachowujemy się tak, jakbyśmy byli wieczni. Jakbyśmy zawsze mieli jeszcze jutro. Jakby młodość była stanem permanentnym, a na wszystko przychodził właściwy moment.
Tymczasem każdy przeżyty dzień nie tylko coś nam daje. Każdy dzień również coś z naszych zasobów zabiera.
To nie jest pesymizm. To logistyka życia.
I być może właśnie dlatego tak trudno nam odpoczywać. Nie wiemy, czym odpoczynek właściwie jest, ponieważ często jedyne, co widzieliśmy u poprzednich pokoleń, to niespełnione ambicje, ciężka praca i nieustanna walka o „lepsze jutro”.
Dorastamy w świecie, w którym kolejne pokolenia miały być szczęśliwsze, bogatsze i bardziej spełnione.
Więc sami, często zupełnie nieświadomie, wchodzimy do tej samej walki.
Po drugie: warto zastanowić się, czym właściwie jest ambicja.
Człowiek rodzi się wolny, ale nie rodzi się ambitny.
Ambicja jest w dużej mierze cechą, której się uczymy. Kształtują ją środowisko, rodzina, kultura, doświadczenia i oczekiwania ludzi, którzy byli przed nami.
Można powiedzieć, że czasem rzeczywiście „wysysamy ją z mlekiem matki” — choć bardziej trafne byłoby powiedzieć, że nasiąkamy nią przez lata.
Przejmujemy rodzinne programy.
„Trzeba być kimś.”
„Nie można się poddawać.”
„Musisz wykorzystać swój potencjał.”
„Stać Cię na więcej.”
„Odpoczniesz, kiedy skończysz.”
I tak ambicja zaczyna nas napędzać.
Sprawia, że jesteśmy szybcy. Skuteczni. Wytrwali.
Czasem jednak również ślepi.
Bo ambitny człowiek potrafi przez lata bardzo konsekwentnie zmierzać do celu, nie zadając sobie jednego podstawowego pytania:
Czy to w ogóle jest mój cel?
Jeżeli cel jest naprawdę nasz, łatwiej go rozpoznać, nazwać, zaplanować, a w końcu zmaterializować.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy cel został wyznaczony przez kogoś innego.
Rodziców.
Partnera.
Środowisko.
Społeczeństwo.
Albo przez wyobrażenie o tym, kim „powinniśmy” być.
Wtedy ambicja przestaje być drogą do spełnienia.
Staje się walką o przetrwanie.
I po trzecie — osoby bardzo ambitne często na wiele rzeczy sobie nie pozwalają.
Są ciągle w gotowości.
Jeszcze jeden telefon.
Jeszcze jedno zadanie.
Jeszcze jeden projekt.
Jeszcze trochę.
Jeszcze tylko dzisiaj.
Odpoczynek zaczyna wyglądać jak luksus, na który trzeba sobie najpierw zasłużyć.
A czasem nawet jak wada.
Jak strata czasu.
Jak dowód słabości.
Osoba ambitna może mieć poczucie, że kiedy przestanie działać, przestanie również być wartościowa.
Dlatego bezpieczniej jest pozostać w trybie przetrwania.
Bo tryb przetrwania ma jedną ogromną zaletę:
usprawiedliwia wszystko.
Nie mam czasu.
Nie mogę teraz.
Muszę jeszcze.
Później.
Kiedy skończę.
Kiedy osiągnę.
Kiedy będę bezpieczna.
Kiedy będzie spokojniej.
Tylko że „później” bardzo często nie przychodzi.
A odpoczynek nie jest przecież przeciwieństwem ambicji.
Może być jej najbardziej niedocenianym elementem.
Bo człowiek, który odpoczywa, zaczyna widzieć inaczej.
Zyskuje dystans.
Dostrzega rzeczy, których wcześniej nie widział.
Zaczyna zadawać pytania.
Czasem zmienia perspektywę.
Czasem zmienia decyzję.
Czasem odkrywa, że przez ostatnie kilka lat bardzo ciężko pracował nad życiem, którego… wcale nie chciał.
I może właśnie dlatego odpoczynek bywa tak niewygodny.
Bo co, jeśli po odpoczynku spojrzysz na swoje życie i zobaczysz je naprawdę?
A może właśnie o to chodzi?

0 komentarzy