Ile razy byłaś w takim miejscu, że jedyne, co przychodziło Ci do głowy, to:
„Pierxxx, jadę w Bieszczady.”
No właśnie.
Ja też to znam.
Tylko że jest jeden problem.
Twoja ambicja nadal trzyma Cię w miejscu, w którym jesteś.
Bo przecież dobrze zarabiasz.
Bo stanowisko jest dobre.
Bo CV wygląda coraz lepiej.
Bo „szkoda to wszystko zostawiać”.
Bo jeszcze tylko ten projekt.
Jeszcze tylko awans.
Jeszcze tylko…
I tak mijają kolejne lata.
Wybór należy do Ciebie.
Możesz odejść, bo wiesz, że warto.
Albo możesz czekać, aż zdrowie pokaże Ci, że warto było odejść dużo wcześniej — i nie zostawi Ci już żadnej innej opcji.
Dlatego dziś mam dla Ciebie jedno pytanie:
Czym dla Ciebie jest sukces?
A. Pięciocyfrowa suma na koncie co miesiąc?
B. Filiżanka ciepłej kawy wypita rano, bez pośpiechu?
C. Śmiech dzieci i rodziny biegającej rano po domu, w tym całym cudownym chaosie?
D. A może coś zupełnie innego?
Nie ma jednej dobrej odpowiedzi.
Bo każdy definiuje sukces inaczej.
I właśnie dlatego nie wymagaj, żeby to, co jest ważne dla Ciebie, było równie ważne dla innych.
To po prostu niemożliwe.
Nawet najlepsi przyjaciele potrafią mieć zupełnie inne priorytety.
A jeśli chcesz się szybko przekonać, kto naprawdę jest blisko Ciebie, zadaj to pytanie na głos.
„Czym dla Ciebie jest sukces?”
A potem zapnij pasy.
Bo na tym zakręcie ktoś może wypaść.
Tylko pytanie brzmi:
Czy jesteś na to gotowa?
Dla mnie dobre miejsce to takie, w którym czujesz się bezpiecznie.
Takie, w którym się rozwijasz.
Takie, w którym Twój spokój, granice, kompetencje i wartości są szanowane.
Jeśli tym miejscem jest korporacja — wspaniale.
Jeśli nie — może czas poszukać innego miejsca.
Bo być może jednym z najważniejszych celów w życiu jest właśnie odnalezienie swojego miejsca.
A tymczasem ludzie przez lata gonią za „sukcesem”.
Tylko że często nawet nie potrafią powiedzieć, czym ten sukces właściwie jest.
Gonią więc za ideą.
A czasem nawet umierają dla idei.
Nieszczęśliwi.
Czasem chorzy.
Czasem samotni.
Czasem…
Sukces zawodowy otwiera możliwości.
Łaskocze ego.
Stawia Cię na piedestale.
Daje pieniądze, status, wpływ.
Ale pamiętaj:
z czegoś ten sukces jest zbudowany.
Może z nagiętych granic?
Może z dziwnych kompromisów?
Może z braku czasu?
Może z relacji, które gdzieś po drodze zostały zaniedbane?
Może ze zmiany środowiska?
A może z tego, że coraz mniej było w tym wszystkim… Ciebie?
Sukces jest trochę jak garnitur.
Szyjesz go latami.
Na miarę.
W wymarzonym kolorze.
Jednego dnia leży na Tobie idealnie.
A potem przychodzi kolejny dzień i nagle coś zaczyna uwierać.
Coś się skurczyło?
Kolor już nie ten?
Nie ma blasku?
A może po prostu…
Ty się zmieniłaś.
I nagle okazuje się, że sukces nie idzie już w parze z miejscem, w którym jesteś.
A może wręcz przeciwnie.
Może właśnie teraz jesteś dokładnie tam, gdzie powinnaś być.
Czujesz się doceniona.
Szanują Cię.
Masz przestrzeń do rozwoju.
Masz pieniądze.
Masz spokój.
I możesz wieczorem spojrzeć w lustro i pomyśleć:
„Jestem w dobrym miejscu.”
Niezależnie od tego, co dziś odpowiesz na pytanie o sukces, życzę Ci jednego:
Żebyś — gdziekolwiek jesteś — mogła spojrzeć na siebie w lustrze i obdarzyć się uśmiechem.
Bo czasem największym sukcesem nie jest to, że wszyscy widzą, jak wysoko zaszłaś.
Tylko to, że Ty sama nadal lubisz osobę, która tam dotarła.
I pamiętaj.
Bądź dla siebie miła.


0 komentarzy